Moja historia z Mercedesem zaczęła się gdzieś pomiędzy katastrofą Tytanica, a nadaniem jednej z ulic w moim mieście nazwy Roberta Lewandowskiego.

Mój Mesiu w rodzinie jest od 11 lat, a w moim sercu od 3. Nigdy jakoś szczególnie nie zwracałam na niego uwagi. Auto jak auto.


Wszystko zaczęło się w 2015 roku, kiedy po namowie brata, który właśnie wtedy stał się szczęśliwym posiadaczem swojego W124 230E, pojechałam na pierwszy zlot.

Wtedy mnie wzięło…Zobaczyłam to coś. Zapaliła się jakaś gwiazdka, wiecie taka jak na masce, która później przerodziła się w miłość trwającą aż do teraz.

Dwa lata później tata zauważył miłość jaką darzę ten – dla wielu ludzi – obiekt codziennego użytku i chcąc podtrzymać to uczucie oraz wzmocnić nasze więzi rodzinno-motoryzacyjne na kolejne pokolenie, przekazał go w moje ręce… I tak oto stałam się oficjalnym właścicielem Mesia, a to sprawiło, że pokochałam go jeszcze bardziej!

Za co kocham 200D?
Za to za co wszyscy go „nienawidzą”. Za przyspieszenie mierzone kalendarzem. Jadąc gdzieś muszę wyjechać tydzień wcześniej, aby zdążyć na czas. Za adrenalinę przy wyprzedzaniu, kiedy nie wiem czy zdążę. Za to właśnie, że jest taki wolny (im wolniej jadę tym dłużej nas widać).

Za niezawodność i komfort jazdy… Muzyka z głnika, wiatr we włosach z klimy dla ubogich, okulary na nosie i możemy jechać na koniec świata.

Za WYPAS jeśli chodzi o bajery: szyber dach i elektryczne prawe lusterko. Po co więcej?

Wiem, że moja gwiazda nie jest ideałem z muzeum, ale dla mnie jest najlepszy na świecie i nie zamieniłabym go na nic innego. Jesteśmy dla siebie stworzeni. Razem tworzymy jedność.

Pozdrawiam serdecznie sympatyków youngtimerów
Maksymiliana Rybak

Zapraszamy naszych Czytelników, aby opisywać swoje różne historie związane z zabytkową motoryzacją. Ciekawe przypadki nagrodzimy i opublikujemy. A co można u nas wygrać, znajduję się między innymi tu: http://klassikauto.pl/kategoria_gielda/inne/ .