Z Korsyki widać Sardynię, więc podróż promem trwa około godziny. Tym razem udało się uniknąć zjazdu do promowej „piwnicy”, dzięki czemu zarówno wjazd, jak i wyjazd były prostsze i szybsze!
Spodziewałem się, że Sardynia będzie podobna do Korsyki, skoro są to wyspy położone tak blisko siebie. Wnioskowałem, że zapewne powstały w tym samym czasie i w wyniku tych samych procesów geologicznych. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Sardynia jest zupełnie inną wyspą niż Korsyka. Krajobrazy są tu znacznie łagodniejsze, a góry można porównać do relacji Bieszczadów względem Tatr. Nie mniej jednak również tutaj jest się czym zachwycać – czerwone skały wyrastające z Morza Śródziemnego, formacje skalne przypominające niedźwiedzia, lwa czy dzieła abstrakcjonisty. Wzdłuż wybrzeża co chwilę pojawiają się niezwykle piękne plaże z lazurową wodą i różnymi rodzajami piasku: od różowego, przez śnieżnobiały, aż po przypominający biały ryż lub kaszę.
W głębi wyspy można natknąć się na przydrożne czerwone i rdzawe skały wyglądające niczym lodowiec – to pozostałość po nieczynnej od około 70 lat kopalni fosforytów. Pośród tych cudów natury wiją się drogi o wręcz perfekcyjnej jakości, nierzadko obsadzone palmami. Szok, niedowierzanie i zaskoczenie, że to właśnie Włochy! Drogi na Sardynii są lepsze niż w Szwajcarii czy Liechtensteinie. Gdy teren staje się trudniejszy, pojawiają się kilometrowe galerie, którymi poprowadzono świetnie utrzymane szosy.
Ten idylliczny obraz psują jednak całkowicie oderwane od rzeczywistości ograniczenia prędkości. Gdy przy autostradzie, kilkadziesiąt metrów za barierą energochłonną, na prywatnej posesji prowadzone są roboty ziemne lub budowlane, pojawia się ograniczenie do 30 km/h, mimo że prace nie mają żadnego wpływu na ruch drogowy. Gdy dochodzi do zwężenia jednej z dwóch jezdni autostrady, ograniczenie spada do 20 km/h, a w tunelach nawet do… 10 km/h, pomimo że do dyspozycji kierowców pozostaje jeden pas ruchu oraz pas bezpieczeństwa. Podobnie jest na drogach dwukierunkowych, gdzie wielokilometrowe proste odcinki potrafią mieć ograniczenie do 20 km/h.
Oczywiście tak oderwane od realiów drogowych przepisy sprawiają, że praktycznie nikt ich nie przestrzega i większość kierowców porusza się z prędkością co najmniej 110 km/h, zgodnie z włoskim stylem jazdy. Ja swoim Uno nie przekraczam 100 km/h, dlatego na zwężeniach bardziej temperamentni kierowcy dawali wyraz niezadowoleniu światłami i klaksonami. Kilka razy przeżyłem jednak stresujące chwile, gdy zatrzymywała mnie Polizia, która na wyspie często porusza się Lamborghini Urusami, lub Carabinieri w Alfach Romeo Giulia Quadrifoglio. Mimo że jechałem wolniej od większości uczestników ruchu, każde zatrzymanie budziło emocje. Na szczęście powodem kontroli była… chęć zrobienia sobie zdjęcia z Fiatem Uno!
Ruch drogowy poza największymi miastami jest niewielki, ale równie zaskakujące jest to, że lokalni kierowcy poruszają się głównie zupełnie nowymi Fiatami Panda i Lanciami Ypsilon, których w Polsce praktycznie się nie spotyka. Z kolei na Korsyce dominują nowe Citroëny C3 Aircross. Jest to dość zaskakujące, ponieważ na kontynencie nadal przeważają starsze konstrukcje. Nie spotyka się już jednak 50-letnich Fiatów 500 czy Citroënów 2CV, które jeszcze 15 lat temu były dość popularne, szczególnie na południu Włoch i Francji.
Oczywiście po sardyńskich miastach jeździ się równie trudno jak po wszystkich miejscowościach zakładanych przez Rzymian – ulice mają szerokość dwóch wozów drabiniastych ciągniętych przed dwoma tysiącami lat przez muły. Niemniej lokalni mistrzowie parkowania potrafią czynić cuda i pozostawiać samochody w miejscach wydających się całkowicie niemożliwymi do wykorzystania.
Są jednak również przepiękne miejscowości z szerokimi arteriami, gdzie nie spotyka się niemal żadnych ludzi ani samochodów. Istnienie tych osiedli również potwierdza – przynajmniej zdaniem Sardyńczyków – doskonałość wyspiarskiej infrastruktury. Są to miejscowości budowane od lat 60. i 70. XX wieku, w których wille posiadali lub posiadają najbogatsi Włosi, w tym Aga Khan IV, Silvio Berlusconi, Francesco Cossiga – premier i prezydent Włoch, a także Władimir Putin.
Oprócz jazdy samochodem można tu zwiedzić między innymi drugi pod względem głębokości wąwóz w Europie. Wymaga to pokonania pieszo ponad 2,5 km w jedną stronę oraz około 700 metrów różnicy wysokości. Można również wybrać się na trekking górskimi szlakami lub wypocząć na plażach uznawanych za jedne z najpiękniejszych nad Morzem Śródziemnym.
Obiektami niespotykanymi nigdzie indziej na świecie są nuragi, czyli megalityczne wieże wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kompleksy te składają się nawet z siedmiu połączonych ze sobą budowli o kształcie ściętego odwróconego stożka. Zostały wzniesione przez tajemniczą cywilizację nuragijską około 1800–1100 r. p.n.e. z precyzyjnie dopasowanych bloków kamiennych, bez użycia zaprawy. Warto odwiedzić przynajmniej jeden taki obiekt podczas pobytu na Sardynii.
Po wypoczynkowym przejechaniu ponad 1100 km po Sardynii – podobny dystans pokonałem wcześniej na Korsyce – planowaliśmy przeprawę promową na Sycylię. Okazało się jednak, że taki prom kursuje tylko raz w tygodniu, w soboty. Ponieważ szkoda było nam trzech dni oczekiwania, zdecydowaliśmy się popłynąć z Cagliari, stolicy Sardynii, do Neapolu.
Podróż trwała około 15 godzin i odbywała się w bardzo komfortowych warunkach. Prom wyposażony był w baseny na pokładzie oraz liczne atrakcje dla pasażerów. W dwuosobowych kajutach praktycznie nie było słychać pracy silników, dlatego po skorzystaniu z atrakcji mogliśmy doskonale się wyspać.
Niestety, ponieważ po raz kolejny – dzięki naszej skrupulatności i przestrzeganiu przepisów – byliśmy pierwsi w kolejce na prom, tym razem zjechaliśmy aż trzy poziomy pod pokład. Łącznie prom posiadał dziewięć pokładów samochodowych oraz tyle samo pasażerskich z kajutami i atrakcjami. Uno znalazło się na najniższym pokładzie, a mnie niepokoił widok samochodów zaparkowanych na rampach zjazdowych. Trudno bowiem zaufać hamulcom elektrycznym – poza Uno praktycznie wszystkie auta wyposażone były już w tę technologię.
Interesująco wyglądało opuszczanie takich miejsc. Kierowca wraz z pasażerami wsiadał do samochodu, uruchamiał silnik i często, paląc sprzęgło, ruszał tyłem na wyższy pokład. Widok ten budził grozę. Na szczęście nasz wyjazd przypominał bardziej podjazdy znane z niektórych etapów Rajdu 1000 Minut czy korsykańskich serpentyn.
Największy kalendarz imprez motoryzacyjnych w Polsce:
Szczegóły na cały rok: https://klassikauto.pl/kalendarz/ Jest on na bieżąco uzupełniany!



























