Na Korsykę dopłynęliśmy wieczorem. Zgodnie z zasadą „first in – last out”, wynikającą z miejsca zajętego na najniższym pokładzie promu, zjechaliśmy na ląd niemal jako ostatni.

Dość sprawnie dotarliśmy do miejsca noclegu, które okazało się niewielkim górskim miasteczkiem o urzekającym klimacie, malowniczych krajobrazach i doskonałej restauracji serwującej lokalne potrawy oraz wina. Już podczas pokonywania pierwszych kilometrów po wyspie można było zauważyć, że drogi są wyjątkowo kręte, wąskie i miejscami w kiepskim stanie. Ponieważ był to jedynie krótki odcinek trasy, nie chciałem jeszcze wyciągać pochopnych wniosków na temat podróżowania po Korsyce.

Rady od miejscowego gospodarza

Nasz gospodarz – sympatyczny Francuz i miłośnik motoryzacji – udzielił nam kilku cennych wskazówek dotyczących jazdy po wyspie. Przede wszystkim zalecał trzymanie się maksymalnie prawej strony jezdni przed każdym zakrętem, ponieważ miejscowi kierowcy mają zwyczaj ścinania łuków.

Jak twierdził, jeszcze bardziej nieprzewidywalni bywają motocykliści, którzy często pokonują zakręty środkiem jezdni. Ograniczenia prędkości również nie należą tutaj do szczególnie respektowanych przepisów.

Interesująca była także informacja dotycząca tankowania. Na Korsyce dominują właściwie dwie sieci paliwowe. Jedna z nich oferuje jednolite ceny paliw na całej wyspie, podczas gdy druga stosuje ceny zależne od lokalizacji. Różnice potrafią przekraczać nawet 0,20 euro na litrze.

Drogi, które nie dają chwili wytchnienia

W kolejnych dniach okazało się, że ostrzeżenia nie były przesadzone. Głos nawigacji niemal nieustannie wydawał polecenia w stylu: „Skręć ostro w prawo, a następnie ostro w lewo” albo „Za 50 metrów skręć w prawo, potem ponownie w prawo, następnie zakręt w lewo”.

Tak wyglądała praktycznie każda trasa, niezależnie od tego, czy prowadziła wzdłuż wybrzeża, gdzie drogi wiją się po klifach nad Morzem Śródziemnym, czy przez górskie wnętrze wyspy, gdzie szosy zostały dosłownie wykute w skałach.

Przejechałem Fiatem Uno niemal całą Europę. Odwiedziłem 44 kraje, podróżowałem przez Pireneje, Alpy, Karpaty, góry Skandynawii oraz Bałkanów. Jednak takich dróg jak na Korsyce nie spotkałem nigdzie wcześniej.

Fatalny asfalt, liczne uskoki, wyrwy, dziury, brak odpowiednich połączeń na mostach i wiaduktach, a przede wszystkim niezwykle wąskie drogi o szerokości niewiele większej niż półtora samochodu – wszystko to tworzy wyjątkowo wymagające warunki do jazdy.

Do tego dochodzą podjazdy i zjazdy przekraczające miejscami 30% nachylenia, ciągnące się kilometrami. Aby pokonywać takie wzniesienia Fiatem Uno, trzeba było utrzymywać możliwie wysoką prędkość i przez większość czasu korzystać z drugiego biegu.

Nieustanna koncentracja za kierownicą

Jazda po Korsyce wymagała pełnej koncentracji. Za każdym zakrętem mogło pojawić się praktycznie wszystko – od rozpędzonej ciężarówki czy wywrotki po powoli jadącego kampera.

Mijanie większych pojazdów na wąskich drogach często wymagało zatrzymania obu samochodów i bardzo ostrożnego manewrowania. Równie wymagające były zjazdy, podczas których konieczne było niemal ciągłe hamowanie silnikiem.

Dodatkowego stresu dostarczały „bariery ochronne” w postaci rzędów ostrych kamieni o wysokości około 40 cm ustawionych na krawędziach dróg. W wielu miejscach zastępują one klasyczne bariery energochłonne i oddzielają jezdnię od stromych przepaści.

Korsykańskie przeszkody na drodze

Na południu wyspy pojawiło się jeszcze jedno zagrożenie – stada czarnych świń oraz kóz swobodnie przemieszczających się po drogach. Zwierzęta praktycznie nie reagują na nadjeżdżające pojazdy, dlatego trzeba zachować szczególną ostrożność.

Nagroda za trud podróży

Wszystkie niedogodności rekompensowały jednak widoki. Korsyka zachwyca krajobrazami niemal na każdym kilometrze trasy. Strzeliste góry, czerwone skały, głębokie doliny i lazurowe morze tworzą niezwykle malowniczą scenerię.

To właśnie w takich warunkach od 1956 roku rozgrywany jest słynny Rajd Korsyki. Nie bez powodu przez lata był on nazywany również Rajdem Francji. Trudno znaleźć na terenie całego kraju bardziej wymagające i widowiskowe trasy.

Przejechaliśmy fragmenty odcinków specjalnych tego legendarnego rajdu, spotykając po drodze uczestników imprezy Flat 6 Rallye dla właścicieli Porsche. Trudno sobie wyobrazić poziom umiejętności kierowców, którzy rywalizowali tutaj na najwyższym światowym poziomie.

Nie dziwi również fakt, że właśnie na Korsyce dochodziło do wielu tragicznych wypadków. To tutaj w 1986 roku zginęli Henri Toivonen i Sergio Cresto, a ich śmierć przyczyniła się do zakończenia ery legendarnej Grupy B.

Ślady Napoleona i średniowieczne fortyfikacje

Oprócz spektakularnych gór i wybrzeży można tu znaleźć także liczne ślady historii. Na wyspie znajdują się między innymi winnice związane z rodziną Napoleona Bonapartego, który właśnie tutaj przyszedł na świat. Turyści mogą również odwiedzić jego rodzinny dom.

W różnych częściach Korsyki spotkać można także średniowieczne wieże obronne, rozsiane wzdłuż wybrzeża od czasów walk z piratami i najazdami morskimi.

Mimo że ruch drogowy nie jest szczególnie intensywny, a miejscami wręcz znikomy, nie można pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji. Specyfika korsykańskich dróg wymaga nieustannej uwagi.

Bonifacio – brama do Sardynii

Pomimo wielu stresujących sytuacji i wymagających warunków drogowych szczęśliwie dotarliśmy do Bonifacio – jednego z najbardziej spektakularnych miast Korsyki.

To imponująca forteca budowana i rozbudowywana od czasów starożytnych aż do XIX wieku. Dzięki temu można tu prześledzić rozwój technik obronnych na przestrzeni niemal dwóch tysięcy lat.

Bonifacio jest również ważnym portem, z którego promy kursują na pobliską Sardynię. To właśnie stąd rozpoczęliśmy kolejny etap naszej śródziemnomorskiej wyprawy.

Największy kalendarz imprez motoryzacyjnych w Polsce:

Szczegóły na cały rok: https://klassikauto.pl/kalendarz/ Jest on na bieżąco uzupełniany!