Któż z nas nie kojarzy sympatycznego Garbusa, wielkiej gwiazdy filmów produkcji Disney’a, który „żył własnym życiem”? Jeśli chodzi o mnie, to ten niepozorny z wyglądu samochód już od najmłodszych lat, zajmuje u mnie pierwsze miejsce. Historia Herbiego (w Polsce potocznie nazywanego „Garbim”), czyli Volkswagena Garbusa z 1963 roku w wersji ze „szmacianym” dachem, zaczęła się już w legendarnych latach 60-tych, czyli w erze „flower&power”.



Samochody „z duszą” w produkcjach wytwórni Walta Disney’a pojawiały się sporadycznie, jednak zawsze wzbudzały sobą ogromne emocje. Kapryśne pojazdy kreskówkowych postaci (w tym m. in. Kaczora Donalda i Myszki Miki) oraz historia Susie (małego, niebieskiego autka), której zmotoryzowane losy w 1952 roku śledziły przed ekranem oczy wszystkich dzieci, były pionierskimi produkcjami tego typu opowieści.


Osobą, która przyczyniła się do powstania historii małego Volkswagena był Robert Stevenson, reżyser pierwszej części „Kochanego Chrabąszcza”. Brał on udział w dosyć nietypowym castingu na filmowego bohatera. Co ciekawe, spotkanie nie odbyło się w sali pełnej osób, aspirujących do bycia aktorem, lecz w garażu. Znajdowały się tam popularne modele takich marek jak Fiat, Toyota, Nissan czy Volvo. Jednak za dumnie wyglądającymi, lśniącymi maskami kryła się nieco inna, garbata sylwetka – był to uwielbiany przez wielu Volkswagen Garbus. Bez wahania wybór padł na to maleństwo, którego kolor karoserii nosił przydomek „L87”. Później mogło być już tylko lepiej.


W 1968 roku rozpoczęto zdjęcia do filmu, który powstawał w samym sercu San Francisco. Jedne z początkowych scen filmu powstawały w salonie ekskluzywnych samochodów z Europy – oczka w głowie specyficznego businessmana, Mr. Peter’a Thorndyke’a, do którego siedziby zwrócony został mały garbus. Spowodowane było to „drobnymi problemami z samochodem”, które miewała poprzednia właścicielka. To właśnie tam na mały samochód natrafia amatorski kierowca wyścigów demolotion-derby, Jim Douglas (w którego rolę wcielił się niezapomniany Dean Jones).

Po niedługim czasie Jim odkrywa, że wóz posiada „własną duszę”. Potwierdzeniem jego teorii jest fakt, iż pewnego ranka pod jego domem samoczynnie zjawia się biały samochodzik. Po niezliczonej ilości przezabawnych perypetii, poczciwy Volkswagen staje się prawdziwym samochodem wyścigowym oraz nietuzinkowym przyjacielem samego właściciela jak i całej jego załogi. Garbi startuje także w „Jackrabbit Sprint Race”. Przez jego karoserię poprowadzone zostają trzybarwne pasy, a jego numerem startowym jest 53. Ciekawostką jest to, że właśnie ta liczba została wybrana przez producenta pierwszej części filmu, ponieważ taki sam numer nosił jego ulubiony baseballista – Don Drysdale.
Dziarsko jadący samochód uczestniczy w wyścigach u boku wyczynowych E-type’ów czy jednoosobowych Lotusów, które wyposażone w klatkę bezpieczeństwa mkną ponad 150 km/h. Uciera on nawet nosa wspomnianemu wcześniej Torndyke’owi, kiedy ten zostaje daleko w tyle, prowadząc swojego Apollo 3500 GT.


Po doskonałym odbiorze pierwszej części przygód Herbie’go powstają kolejne filmy. W 1974 roku 10-letni Volkswagen trafia do Pani Steinmetz (którą zagrała wielka Helen Hayes) i wraz z pomocą nowych przyjaciół (w których skład wlicza się każdy garbus z San Francisco), przeciwstawia się rządom Alonzo Hawk’a (Keenan Wynn). Człowiek ten bowiem chce zniszczyć zabytkowy dom starszej kobiety (dawną remizę strażacką, znaną z pierwszej części filmu), gdzie swoje miejsce ma także inny pojazd – wesoły tramwaj numer 22. W tym filmie, po raz pierwszy na karoserii Volkswagena pojawia się dodatkowy halogen.


Następnie w 1977 roku, Herbie uczestniczy w słynnym Rajdzie Monte Carlo, gdzie spośród wielu modeli DeTomaso czy Porsche 911 poznaje swoją „pierwszą miłość” – jest to Lancia Scorpion z numerem startowym 7 i pseudonimie „Giselle”. W całej wcześniejszej historii „zmotoryzowanych” przyjaciół Herbiego, był to naprawdę niebywały zwrot akcji. W tym filmie główny bohater zostaje „odziany” w wyścigowe, szerokie opony oraz chromowany wlew paliwa, który umiejscowiony przed drzwiami pasażera, służy jako idealny schowek dla… diamentu, który staje się łupem dwóch rzezimieszków.


Z biegiem lat nieco wysłużona wyścigówka trafia do słonecznego Rio, gdzie stawia „maski” podczas corridy z bykiem oraz cudem unika zatopienia w oceanie. Jego nowym przyjacielem jest mały chłopiec o imieniu Paco (Joaquin Garay III), który uświadamia kultowej wyścigówce, że niegdyś legenda wielu rajdów może służyć równie dobrze jako taksówka.


Mimo realizacji coraz to nowszych serii, w tym sequela z 1997 roku i kilkuodcinkowego serialu z lat 80-tych, rok 2005 przyniósł nam zupełnie odmienioną część filmowych przygód Garbiego. Właścicielką 42-letniej wyścigówki z Wolfsburga staje się Maggie Peyton (grana przed samą Lindsay Lohan). Dziewczyna już po paru zakrętach pokonanych na szutrowej drodze odkrywa, że odkupiony ze złomowiska Garbus – posiada własne uczucia i naprawdę wielki potencjał. Zbieg wielu zdarzeń doprowadza do tego, iż Garbus startuje… w wyścigu NASCAR! I to z jakim rezultatem!


„Herbie” od samego początku zdobywał ogromną sympatię wśród ludzi. Poza kolekcjonowaniem gadżetów z filmu, wiele osób przerabiało swoje Volkswageny na filmowego bohatera. Zorganizowano nawet konkurs, który spośród setek pojazdów uczestników wyłaniał najbardziej ucharakteryzowanego Volkswagena Garbusa. Główną nagrodą w tym konkursie był oczywiście garbaty bestseller. Znacząco pomogła w tym sama niemiecka marka, która w latach 70-tych wprowadziła oryginalny zestaw naklejek z filmu na karoserię.


Powróćmy jednak do filmów. W dużej ilości scen, zarówno kaskaderskich jak i tych mniej wyczynowych użyto nawet kilkunastu Volkswagenów Beetle na jeden film. Niekiedy nawet i starsze egzemplarze (z roku 1959 czy 1960) przystosowywane były do rocznika 1963. Jedną z ciekawostek jaką możemy zauważyć w filmie „Herbie Rides Again” („Garbi znowu w trasie”), jest model z 1969 roku. Posiadał on znacznie większe szyby, niż te, które stosowano w starszych egzemplarzach auta. Ten wóz jest obecnie eksponatem Muzeum Volkswagena w Wolfsburgu, a na swoim boku ma oryginalne zachowane napisy reklamujące film.


Nie zapomnijmy także o silniku niezwykłej wyścigówki. Poza popularnym zabiegiem kamerzystów, jakim było przyśpieszanie wielu scen jazdy, w kilku egzemplarzach samochodu zamontowany został silnik z Porsche 356 oraz odpowiadające mu hamulce tarczowe. Chociaż w rozmaitych scenach pozostałe samochody sportowe jechały znacznie wolniej, to wzmocniony Volkswagen robił piorunujące wrażenie, mknąc po pętlach amerykańskich torów takich jak Laguna Seca Raceway czy Riverside International Raceway.


Takie samochody można było rozpoznać dzięki specjalnie numerowanym nadwoziom czy klatkom bezpieczeństwa – spoglądając na samą ilość przeróbek, bez problemu można było rozpoznać, który egzemplarz grał w jakim filmie. Bywało i tak, że te same egzemplarze, po kilku latach znów pojawiały się na ekranie.


Niestety, nie wszystkie pojazdy po udanych zdjęciach trafiały do hangarów, czekając na nowe produkcje lub filmową emeryturę w muzeum. Poza niektórymi garbusami, które zostały zwrócone poprzednim właścicielom, część „bardziej wykorzystanych” aut trafiła na… złom. Na szczęście tutaj nie kończy się historia oryginalnych „moto-rekwizytów”.


Dzięki ciągle poszerzającej się społeczności strony TheLoveBugFans.net oraz wielu innych zapaleńców przynajmniej kilkanaście wyjątkowych garbusów zostało uratowanych, a w pewnych przypadkach i wyremontowanych. Niektóre z nich po dziś dzień noszą ślady użytkowania, ale to tylko dodaje im uroku. Nie zabrakło w nich także masy autografów, które dawni bohaterowie najczęściej składali na klapce schowka, tuż przed fotelem pasażera.


W dzisiejszych czasach Garbi jest najbardziej rozpoznawalnym w kręgach miłników samochodem Disney’a. Dla mnie osobiście, mimo roli bohatera z dzieciństwa, taki samochód jest marzeniem, do którego spełnienia dążę od lat. 

Dlatego mam też wielką prośbę do Państwa. Jeżeli wiecie Państwo o jakimkolwiek Volkswagenie Garbusie (z rocznika 1955-1964), który wrasta w trawę za domem, nie jeździł przez lata lub po prostu gdzieś stoi – bardzo prosiłbym o informację. Może to właśnie ten samochód zasługuje na to, aby znów pojawić się na zlotach i spełnić moje największe marzenie. Jeśli coś wiecie na ten temat, bardzo proszę o kontakt drogą e-mail pisząc na adres redakcja@klassikauto.pl

Serdecznie pozdrawiam!
Marcin

Autorzy zdjęć: archiwum autora, Dan Miller, Christian Grundmann, Merlin Tabacco, Gabriel Nathan, Koen Verhaeren, fanpage Herbie #29 – from Disney’s Herbie: Fully Loaded, MTZ KOBRA.