Końcówka lat dziewięćdziesiątych była pełnym emocji okresem w historii Fiata. Przedstawiciele włoskiego koncernu kolejny raz udowodnili, że wciąż potrafią budować małe samochody z tzw. „ikrą”.

Lecz nie tylko Turyn wiódł prym w dostarczaniu na rynek najświeższych modeli Fiata. Produkowane w tyskiej fabryce Seicento okazało się być hitem sprzedażowym, który z czasem doczekał się nie lada kuszących odmian. Jedną z nich był kultowy Sporting, którego podobnie jak usportowione Mini, możemy dziś śmiało określić mianem „pocket-rocket”.

Na pewno nie można w nim było narzekać na brak oryginalności i własnego stylu. Projektanci spisali się w tym miejscu na medal. Młodzieńczy wygląd auta był nie tylko zaprojektowany ze smakiem, ale również przemyślany do granic możliwości. Zintegrowane z kierunkowskazami reflektory przednie zostały umieszczone nad linią zderzaka, dzięki czemu nawet w przypadku drobnej kolizji miały większe szanse, by pozostać nieuszkodzone. Lekko zaokrąglona szyba z tyłu miała natomiast polepszać widoczność. Sporting był dowodem na to, że naprawdę niewiele wysiłku potrzeba, by z seryjnego auta miejskiego zrobić małego sportowca.

Podrasowane Seicento dysponowało żwawym motorem 1.1 Fire, który osiągał moc 54 KM i relatywnie niewiele zużywał benzyny, nawet w miejskich warunkach. Pozwalało mu to rozpędzić się maksymalnie do 150 km/h. Aby kierowca mógł poczuć jeszcze większą frajdę z jazdy, jego wyposażone w stabilizator zawieszenie zostało fabrycznie obniżone o 20 mm. Wersja Sporting wyróżniała się specjalnym pakietem agresywnie zarysowanych zderzaków pomalowanych w kolorze nadwozia. Podstawowymi kolorami w jakich mogliśmy zamówić „miejskiego zawadiakę” był: żółty, srebrny, czarny oraz czerwony. Małe zmiany dotknęły też obszar wnętrza auta – na samym środku tablicy rozdzielczej znalazł się schowany pod delikatnie zarysowaną kopułką obrotomierz, który idealnie współgrał ze sportowymi siedzeniami, a także obszytą skórą gałką zmiany biegów.

Na życzenie klienta wóz mógł zostać także doposażony w w klimatyzację, ABS czy wspomaganie kierownicy, które pozwalało jeszcze lepiej manewrować i tak już małym wozem w zatłoczonym centrum miasta. Nierzadkim dodatkiem była też poduszka powietrzna pasażera, której obudowa zajmowała jednak całą przestrzeń pojemnego schowka. Ta odmiana Seicento otrzymała też 13-calowe alufelgi. Dla bardziej wymagających koneserów włoskiej motoryzacji dostępne były także pakiety stylizacyjne Abartha.

Choć końcówka roku 2000 przyniosła Sportingowi niewielki lifting, który niestety – nie każdemu przypadł do gustu. Kwestią sporną były przeźroczyste klosze kierunkowskazów z delikatnym wcięciem, które poniekąd psuły udany design przodu małego auta. Pocieszeniem była jednak edycja sygnowana nazwiskiem mistrza Formuły 1 Michaela Schumachera. Od seryjnego, produkowanego do 2002 roku Sportinga wyróżniał się on głównie kilkoma smaczkami stylistycznymi oraz wspomnianym wcześniej pakietem Abartha, który w tym przypadku był dostępny w standardzie. Każdy egzemplarz był również specjalnie numerowany. W końcu była to edycja limitowana!

Obecnie, zadbany Sporting to nie tylko dobra alternatywna na pierwszy samochód do KJS-ów, ale także całkiem intrygująca propozycja na samochód, który już za niedługo stanie się pełnoprawnym youngtimerem.

 

Zdjęcia: Fiat, Car brochures&adverts, Centro Storico Fiat, Auto Świat