Nakręcony na początku lat siedemdziesiątych thriller „Duel”  był debiutem reżyserskim Stevena Spielberga. Przedstawiał on historię Davida Manna, sprzedawcy elektroniki z Los Angeles, który podczas drogi powrotnej do swojego domu, niespodziewanie wpada w niebezpieczne potyczki z tajemniczym kierowcą złowieszczo wyglądającej, starej ciężarówki.

Samochodem wplątanego w pojedynek biznesmena był praktycznie nowiusieńki Plymouth Valiant, rocznik 1971. Rodzinny sedan w kolorze krwistej czerwieni zmuszony jest pokonać długą drogę powrotną, która wiedzie pustynnymi i praktycznie opustoszałymi bezdrożami Kalifornii. Podczas podróży dwupasmową drogą, Mann napotyka przed sobą zardzewiałą i niemiłosiernie kopcącą cysternę. Amerykański Peterbilt 281 z połowy lat pięćdziesiątych jedzie o wiele wolniej, niż wymagają tego widniejące na przydrożnych znakach limity. Główny bohater postanawia wyprzedzić „zawalidrogę”, który natychmiast przyśpiesza. Ciężarówka ryzykownie zajeżdża mu drogę i znów zaczyna zwalniać. Rozpoczyna się gra…

Bogatym źródłem informacji jest przede wszystkim masa ciekawostek i legend, w które przez lata obrósł kultowy film. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że „Duel” z początku był kilkuodcinkowym, przeznaczonym dla telewizji serialem. Aby całość mogła zagościć na ekranach kin, Spielberg musiał dodatkowo nakręcić kilka innych scen, co też zrobił.

Stevenowi Spielbergowi było wszystko jedno, jaki samochód osobowy pojawi się w jego filmie. Warunek był tylko jeden – wóz musiał być w kolorze czerwonym. Jaskrawa barwa miała wyróżniać się na jasnym i ciągnącym się bez końca krajobrazowi pustyni, co jednocześnie miało skupiać uwagę widza. Według niektórych źródeł, do produkcji miały zostać użyte dwa lub trzy egzemplarze Plymoutha zachowanego w fabrycznej specyfikacji.

Każdy kto oglądał film, na pewno bardzo dobrze kojarzy mrożącą krew w żyłach scenę, kiedy to rozpędzony ciągnik siodłowy próbował staranować wzywającego pomoc Davida. Akcja działa się na prywatnej stacji benzynowej, którą na równi z hodowlą dzikich zwierząt prowadziła starsza kobieta. Dokładnie to samo miejsce (wraz z jego filmową właścicielką) zostało ponownie wykorzystane w komedii Stevena Spielberga pt. „1941”, która była pewnego rodzaju hołdem dla jego pierwszej produkcji. Co ciekawe, w scenie z budką telefoniczną, przez krótką chwilę można dostrzec sylwetkę odbijającego się w jej drzwiach – reżysera filmu.

Widniejące na przedzie ciężarówki-widmo tablice rejestracyjne miały sugerować widzom, że złowieszczy kierowca ciągnika siodłowego traktował je jako swoje „trofea”. Można z tego wywnioskować, że wcześniej terroryzował on już tamtejsze, wijące się między kanionami szosy.

Prawdziwym rarytasem dla polskich fanów tej produkcji może być również niezwykle rzadki plakat kinowy, który przed wielu laty reklamował thriller w naszym kraju!

W pierwszej wersji filmu występował tylko jeden egzemplarz Peterbilta. Oryginalna ciężarówka tajemniczego kierowcy została jednak zniszczona w finałowej scenie. Jednak nie był to jedyny taki pojazd. Dwie, niemalże bliźniacze ciężarówki zostały stworzone na potrzeby dodatkowych scen, dzięki którym film mógł swobodnie trafić do kin. Do dzisiaj przetrwała tylko jedna z nich, która była ciut nowszym, lecz przystosowanym do pierwowzoru modelem 351. To właśnie do niej została także podpięta zardzewiała cysterna z napisem „Flammable” (materiał łatwopalny), która była starsza niż sam pojazd. Pochodziła ona bowiem z 1946 roku!

Choć po latach, fani kultowego „Pojedynku na szosie” wynotowali dziesiątki małych błędów, film ten nadal uchodzi za prawdziwe dzieło amerykańskiej kinematografii. Do dziś wielu sympatyków filmu odtwarza repliki filmowych pojazdów i chętnie wybiera się do miejsc, gdzie kręcono niektóre ze scen.  Trudno uwierzyć, ale część z nich wciąż istnieje w niezmienionej formie!

Zdjęcia: IMCDB.org, Filmweb.pl, gadgetshowprizes.co.uk, polishpostershop.com