Pod koniec lat pięćdziesiątych amerykański Ford doprowadził do takiej dewastacji marki, że pewnie z tego okresu wzięło się powiedzenie: „Ford gó.. wort”. Europejski oddział Forda wpadł wtedy na pomysł, aby wykorzystać dobrą, niemiecką markę Taunus do nazwania całej gamy aut i udawania, że to nie jest Ford.


Pojawiły się Taunusy 12M, 15M, 17M, 20M i 26M w których słowo Ford było tylko na tabliczce znamionowej, a kto ogląda ten kawałek blaszki. Tylko diagnosta. Ale żeby do końca nie zrywać z kształtem owalnym zaprojektowano nadwozia tak, aby było mnóstwo owali i fragmentów owali w krawędziach i innych detalach. Trochę przeholowano z tymi owalami, bo prawie od razu po premierze auta te zostały okrzyknięte jeżdżącymi wannami. Takie były opływowe.

A miało być tak pięknie, bo literka M w oznaczeniu modelu pochodziła od słowa Maisterstiek, czyli w poprawnym tłumaczeniu na nasze to miało być Arcydzieło. Co prawda słowo majstersztyk też mamy w swoim słowniku i też ma pozytywny wydźwięk, a nawet jest w nim odrobina podziwu. Ale zostańmy przy Arcydziele.

Trzeba przyznać, że konsekwencja owalnej linii zaowocowała spójnym obrazem auta, które nie mogło być pomylone z żadnym innym. Nawet stało się synonimem sukcesu materialnego rodaków, którzy w latach siedemdziesiątych wyjechali za chlebem na tzw. Zachód. Pamiętam fragment piosenki: „wracając Taunusem do kraju..”.

Wracając do oznaczeń to liczba oznaczała pojemność silnika: 12 – to silnik 1200 ccm, 15- to silnik 1500 cc, 17 – to silnik 1700 ccm itd. Były to silniki czterocylindrowe w układzie V. Dopiero od modelu 20M zaczynały się silniki sześciocylindrowe też w układzie V. Modele 20M i 26M były to topowe modele tej serii i nawet wtedy potrzeba było sporo więcej DM na koncie by stać się ich właścicielem. Głównie były to sedany, w których bagażnik imponował swoją pojemnością.

Nawet dzisiaj należy zdjąć czapkę z głowy, jak się do niego zagląda. Oczywiście dlatego, aby do niego nie wpadła, bo będą kłopoty z jej wydobyciem. Ale firma opracowała też wersje kombi, które o dziwo zachowały unikalną linie opartą na owalach, a do tego miały naprawdę imponujące pojemności. Jeśli tylko pod maską było sześć garnków, to taki kombi potrafił nieźle narozrabiać na autostradach, wpędzając w kompleksy właścicieli aut, które zostały im sprzedane jako sportowe.

Ponieważ na fotkach jest głównie model 17M to z danymi technicznymi ograniczę się do niego. Silnik 1700 ccm generował 65 KM lub 70 KM, w zależności od stopnia sprężania i rodzaju wałka rozrządu. Pozwalało to rozpędzić ten względnie lekki (1,150 kg) samochód do prędkości 145 km/godz lub 150 km/godz. Te pięć dodatkowych kucyków swój wpływ ma.

Więcej danych można znaleźć tutaj: http://klassikauto.pl/producenci/ford/modele/ford-taunus-17m-1700s-1964-67r/